księga gości

 

dodaj
oglądaj

 

archiwum:
2008
wrzesień
sierpień

 

linki:

 

www.blog.pl

wieczor/dzien integracyjny

a zapomnialem napisac :)

czwartek wieczor - mielismy wraz z nauczycielami taki wieczor integracyjny. aperitif, kolacja, owoce, sery. wszystko po to, zeby troche pogadac, poczekac do konca i potem wyjsc na miasto :P

a nastepnego dnia drugi rok BTSu przygotowal takie cos jakby kotowanie :P

podzielili nas na grupki ok. 5osobowe, ubrali w worki na smieci [kazda grupa - inny kolor], dali jednego nauczyciela, wymalowali na twarzy i wyslali na miasto bawic sie w podchody :)

np. bylo zdjecie wiezy jednego z kosciolow i trzeba bylo go znalezc. przy nim bylo zadawane pytanie. albo zdjecie kolek wozka z supermarketu i plytek podlogowych - odgadnac ktory to z dwoch supermarketow tutaj w miescinie. na koncu trzeba bylo kupic prezerwatywy :P a potem ulozyc wyraz zwiazany z tutejszymi okolicami. byla to nazwa [w naszej grupie to ja, jedyny obcokrajowiec, domyslilem sie co to za miejsce!;D] jednej z bardziej prestizowych winiarni w okolicy :) tamze poszlismy, zwiedzilismy jaskinie tej firmy a potem... degustacja! :D wino musujace biale, rozowe i czerwone :)

 

bardzo pozytywny dzien integracyjny ;) tymbardziej, ze o dziwo bylo slonecznie bardzo :)


Krecik 2008-09-14 22:33:48
skomentuj (4)
wczoraj stuknely dwa tygodnie...

...i nie zaluje :)

my, obcokrajowcy, myslelismy ze dostaniemy kopa w dupe od tutejszego swiata. a tu jak na razie wszyscy chca nas przytulac, a ne kopac :)

np. wczoraj - nasza rodzina francuska nie mogla sie z nami przez caly tydz skontaktowac, to nawet droga mailowa gwalcila nas, zebysmy sie spotkali w sobote :) i przepraszali, ze spedzimy u nich tylko cale popoludnie, bo wieczorem musza wyjechac do znajomej na piecdziesiatke. ale i tak ten czas byl swietny:)

na poczatku szybki obiad, a potem...

zawody!

na trasie ok. dziesieciu kilometrow na Loarze, kilkunastu chlopa przebranych za piratow [w tym Roger i Pierrick] scigali sie kto pierwszy doplynie do zamku :) w polowie drogi trzeba bylo zerwac czerwona flage. Pierrick przed sama meta wypierniczyl sie do wody i ten moment wykorzystal facet za nim, chcac wyrwac mu flage. ale P. nie dawal za wygrana i szarpiac sie razem przeplyneli przez linie mety ;) potem kieliszek wina, ach, och :)

a na czym sie scigali? maly zoom:

na beczkach po winie :) tu byly jeszcze zwiazane razem, cobyu nie uciekly. kazdy mial flage piracka, kazdy mial dwie deski po boku, zeby sie za bardzo nie przewracaly :) sympatycznie i to bardzo :) gdzies po drodze byl jeszcze maly przystanek na wyspie, zeby zrobic pamiatkowe zdjecie i wypic sok pomaranczowy ;)

a my obserwowalismy to na poczatku z brzegu Loary, a potem z tego dluzszego stateczku, ktory jest na pierwszym zdjeciu :)

:)

tymczasem niedziela dobiega konca, jutro zaczyna sie kolejny tydzien... w srode pierwszy egzamin. 

tak jak na razie ne zaluje, tak sadze, ze za ok. miesiac bede mial troszku dosyc - ekonomia, prawo, zarzadzanie sa przedmiotami, ktore po polsku sprawiaja trudnosci, a co dopiero w jezyku, ktory slyszy sie nietylko od osmej do osiemnastej w trakcie lekcji, ale takze caly czas potem... ale trza byc twardym, a nie mientkim! :)

w piatek z Laura [Kolumbijka] rozmawialismy z nasza wychowawczynia. mowila, ze gdybysmy mieli jakiegos dola, depresje, to zebysmy od razu do niej przychodzili. nawiazywala do tego, ze rozumie, ze wszystko tu w innym jezyku, ze moze ktos nagle miec dosc... pozytywna ta nasza 'professeur principal' ;)

 

aha! opisalem to w relacji z podrozy? gdzies po drodze, na jednej ze stacji beznynowych spotkalismy... obrane jajko na twardo z majonezem w saszetce. calosc za troszku ponad 1€. obok gotowa nozka kurczaka na zimno i inne rozne... vivat zdrowe jedzenie! vivat gotowe jedzenie! ;)

 

dodane: 21:34 w Kolumbii nie spotykane są... kaloryfery. O_O


Krecik 2008-09-14 19:18:28
skomentuj (1)
kilka ciekawostek :)

*jesli Wasze dziecko urodzilo sie w Chinach w '89r., byliscie zobowiazani do zaplacenia jednorazowo bodajze dwustu euro. teraz ta kwota jest znacznie wyzsza.

*w Kolumbii slonce przez caly rok jest w tych samych godzinach. teraz ne pameitam, ale jest to albo od 6 do 18, albo od 8 do 18 :P

*w kolumbijskiej Bogocie pogoda jest deszczowo-sloneczna. nie ma tam wiecej niz 20 stopni. i ne ma tez czegos takiego, co dla nas jest w miare normalne - dwie minuty deszczu, trzy minuty slonca, znowu deszcz, a potem upal :P

*w chinskim nietylko nie ma literki 'r', ale takze ne ma 'tak' oraz 'nie'. odpowiada sie przy pomocy czasownika z pytania. np. 'czy smakowal tobie obiad?' 'smakowal'; 'czy umyles dzisiaj zeby?' 'nie-umylem'.

nie pamietam co jest odpowiednikiem normalnego 'tak' oraz 'ne'. ale mimio wszystko, to nie jest to samo i nie istnieje tak jak u nas.

*w Kolumbii nie ma znaczkow pocztowych. placi sie za wyslanie listu, ale nic sie ne nakleja;) ne ma tam takze w ogole kolei.

*25 wrzesnia Asia bedzie prowadzic jedno, ja drugie atelier o Polsce :P 50 min gier, zabaw dla dzieciakow :P

*we Francji nie jezdzi sie w ciagu dnia z zapalonymi swiatlami

*w klasie mam Angielke [ktora mieszka od pieciu lat tu we Francji], Niemke, Chinczyka, Chinke, Kolumbijke. Reszta to Francuzi. w tym jedna Francuzka urodzona tutaj, ale pochodzenia marokanskiego :) po BTSie chce tamze pracowac. Chinczycy przybieraja tutejsze imiona, zeby mozna bylo latwiej wymawiac :) taki Charles to w swoim jezyku ma imie i nazwisko znaczace 'piekny zolnierz'. 'zolnierz' to jego nazwisko, ktore cos, jak to mowil, znaczy. i dlatego jest ono wymawiane jako pierwsze. 'piekny' to imie, ktore w ich srodowisku nic ne znaczy :P 

*na lekcji angielskiego przez trzy godziny mielismy PO FRANCUSKU tlumaczone jak przeczytac, skrocic i zrozumiec artykul prasowy, nawet jesli ne znamy wszystkich slow. dostalismy do tego ok. poltora kartki A4 notatek, a w zeszycie mamy drugie tyle zapisane :P na koniec dostalismy krotki artykul i zaden Francuz ne potrafil zrozumeic :P z Cheryl [ta z UK:)] smialismy sie, ze ona pewno nic ne rozumie z tego artykulu, a dzieki lekcjom angielskiego nadzywczaj poprawi swoj jezyk :) generalnie, zalamka :P

*jedna z nauczycielek przybrala nazwisko meza - Polaka. wszyscy zamiast "Przewrocki" wymawiaja "Prewoki":P

*mam coraz wiecej problemow z polskim :P

*w Kolumbii jest to normalne, ze dziewczyny wychodza tylko ze starszymi chlopakami

*'kurwa' po wegiersku znaczy, brzmi i wymawia sie tak samo :) wczoraj jak przez skype opowiadalem Szabli co i jak, to Ildiko w pewnym momencie wparowala do pokoju pytajac czy wszystko OK, bo slyszala 'kurwa':P a ja tylko opowiadalem jak z Asia i Ildiko jednemu Francuzowi tlumaczylismy, ze 'kurwa' to 'dzien dobry' ;)

*do klasy dolaczy jeszcze jedna Chinka i jedna Kolumbijka. jak na razie, problemy z wizami...

*chyba na razie to wszystko... ;)


Krecik 2008-09-09 21:14:01
skomentuj (3)
skrocony wyciag z pierwszego tygodnia ;)

we wtorek bylo rozpoczecie roku...

wychowawczyni, swietna kobieta, wyjasnila wszystko co potrzeba. potem spotkanie BTSowcow z dyrektorem [cztery klasy, po dwie na rocznik. razem ok. szescdziesieciu. u nas niecala dwudziestka, w tym samym ale rok wyzej - siodemka:P]. nastepnie przerwa obiadowa. i potem normalne lekcje. nu, moze nie do konca takie normalne. przywitanie sie, przedstawienie przedmiotu, uczniow. takie tam. 

wszyscy ludzie niezwykle mili, pomocni. jeden chlopak byl wtedy pierwszy i jak na razie ostatni raz. bawi sie w nadrabianie egzaminow maturalnych :P

nastepnego dnia, dwugodzinny sprawdzian na poziomie B1 z francuskiego. umieszcza on nas [lub nie] na dodatkowych lekcjach francuskiego dla obcokrajowcow :)

potem kolejne lekcje. na nich dokladna prezentacja tego czym jest BTS Assistant Manager.

oczywiscie, miedzy 11:50 a 13 przerwa obiadowa. usiedlismy obok Ingrid [Francuzka], Ildiko [Wegierka], Lin i ... imienia nie pamietam. ale ostatnie dwie to Chinki :) wszystkie rok wyzej:) niedaleko nas jadl dyrektor i profesorowie. nagle wybuchy smiechu i inne niekontrolowane odruchy sprawialy, ze co chwile na nas spogladali. 

umowilismy sie przy okazji z Ingrid i Ildiko na wieczorne wyjscie :) 21:30-druga w nocy... a rano juz na dziewiata ;)

trzy puby zwiedzone, alkohol na koszt Francuzow wybity, wieczor bardzo pozytywny ;)

nastepnego dnia, podczas kolacji ktos nas odwiedzil. sala, ktora za dnia sluzy profesorom do posilkowania sie, wieczorami i łykendami jest cala do naszej dyspozycji. tego wieczoru, przypadkiem przyszedl tam dyrektor. przesympatyczny :) a gadula straszna. zdziwilem sie, bo powiedzial, ze mamy lepszy poziom nie tylko niz wszyscy inni obcokrajowcy, ktorzy sa do tej pory w St Louis, ale takze od Polakow, ktorzy do tej pory przyjechali na BTS. a to duzo daje, bo rozumiemy to co nauczyciele mowia :)

no i dowiedzielismy sie, ze po BTSie nietylko we Francji mozemy wejsc na trzeci rok studiow, ale takze w Polsce :) :) :) tyczy to sie calej Europy :)

no i powiedzial rowniez, ze ne dziwi sie, ze wszyscy dla nas sa mili, sympatyczni, pomocni, bo moze np. w Paryzu obcokrajowcy to normalka. a tutaj? nie do konca jest mozliwosc 'dotkniecia' kogos spoza Francji w zyciu codziennym. 

a swoja droga, ktory dyrektor [zwlaszcza jeden pewien...] opowiadal by o tym, ze bedac w Poznaniu w nocy przeszedl mase pubow, bo masa ludzi chciala z nim po francusku porozmawiac?

no i powiedzial rowniez, ze wlasnie wrocil z Angers z Kolumbijka, ktora tam przyjechala z Paryza [dokad miala samolot]. prosil nas, zebys sie nia zajeli ;)

przesympatyczna Laura :) z Ildiko pokazalismy jej i jeszcze jednej Chince, gdzie co i jak wyrzucac, gdzie i ktoredy wchodzic. wieczorem spedzilismy kilka godzin w kuchni na mowieniu o tym jak u niej, jak na Wegrzech, a jak w Polsce. ne bylo problemu z pokazaniem, gdzie mieszkamy bo w kuchni jest mapa Polski :) i flaga :) i jakis palacyk :) a na jednych z siedmiu internatowych drzwi jest naklejka 'awaryjne otwieranie drzwi' z poznanskich autobusow;)

a tego samego dnia, tylko ze jeszcze w trakcie lekcji, mielismy pierwszy francuski [a raczej cos w stylu kutluralnego wypowiadania sie, rozszerzania wiedzy na tematy religijne, kutluralne, artystyczne]. nadzwyczajny facet:) [jedyny w calej naszej kadrze profesorskiej. do tego w klasie jest pieciu chlopakow na ok. 19 osob, a w internacie jestem sam z rodzaju meskiego:P] w trakcie przerwy miedzy zajeciami podeszlo do niego dwoch chlopakow z naszej klasy. cos tam z usmiechem przytakiwal, poszedl dalej, no to go SIUP i zaatakowalem pytaniem o to, czy moglibysmy pod jego skrzydlami zalozyc teatr BTSu:) zgodzil sie, choc powiedzial, ze ne ma doswiadczenia w tej dziedzinie :) w klasie znalazlo sie juz siedmiu chetnych :)

a kilka godzin pozniej, w trakcie przedstawiania sie na lekcjach u takiej pozytywnej kobiety, okazalo sie, ze jest ona mama rodziny, ktora przyjmowala Szable w trakcie wymiany 2006 :)

nastpenego dnia powiedziala mi, ze z synem i ojcem ogladala nasze przedstawienie wystawiane tam w skzole. i ze moze by puscic je u nas w klasie pewnego pieknego dnia ;) 

a w piatek wieczor kolejne wyjscie :) tym razem dolaczyla do nas Laura :) przy tej okazji, pojawily sie ciekawe znajomosci ;) nastpenego dnia oprowadzilem Laure po okolicy a takze zamku [niestety, na trzy-piec lat wnetrze jest zamkneite. mozna wejsc na dziedziniec, na kilka wystaw i takie tam. a mieszkancy Saumur i tutejsi studenci maja za darmo :)] wieczorem zrobilismy jeszcze mala rundke, zeby zobaczyc go pieknie podswietlonego :)

no i znowu do pubow :P a nawet tutejsi mowia, ze tu ne ma zycia studenckiego:P fuckt fucktem, duzo uczacych sie, przy okazji studiuje. totez troszku trudniej jest spotkac sie w łykend. totez ludzie wychodza raczej w czwartek.

z Laura wrocilismy juz ok. pierwszej, wiec weszlismy do mnie i zaczelismy gadac. tematy typowo bursiane :)... wojna, wspomnienia, rozne rozne inne... koniec tych debat byl ok. piatej rano :P

rano do kosciola :) w sumie, bylem jedyny co wstal na czas :P chcialem jeszcze kupic cos Rogerowi, bo w sobote mial urodziny, ale oczywiscie wszystko, w tym i supermarkety, zamkniete. myslalem albo o kwiaciarni albo o piekarni, ktore byla otwarta do ok. trzynastej. prezent okazal sie trafiony, bo byly to takie smieszne, malutkie owoce i warzywa z marcepanu :) bardzo sie spodobaly :) a Msza? z jednej strony uroczysta [dyrektor BTSu spiewal i dyrygowal chorem!:D ale jakby co, to ne jest ten sam co dyrektor calej szkoly]. bo bylo i procesyjne wejscie i uroczyste spiewy i glosno brzmiace organy. a z drugiej strony na Przemienienie i przed Komunia znaczna wiekszosc stoi. a na znak pokoju ci co sie znaja, albo sie przytulaja albo buzi w policzek :)

ludzi bylo dosc duzo. no i oczywiscie, wszyscy, bez wzgledu na to, czy to ich pierwszy raz od stu lat, czy nie, to szli do Komunii :P

 

potem o 12:30 do Rogerow :) Pierrick przybyl dopiero wieczorem, bo gral w pilke z jakas inna miejscowoscia. przy tej okazji oprocz uroczystego obiadu [z ta wysmienita muszla z miesem, serem, panierka i innymi zapiekanymi cosiami!], zwiedzilismy zamek we wiosce obok [w ktorym byly wystawy o produktach, transporcie i transportujacych na Loarze przed wiekami] i zjedlismy juz razem znowu uroczysta kolacje :)

z reszta, tutaj wiekszosc posilkow jest uroczysta... najpierw aperitif i przystawka, potem danie glowne, potem cos jeszcze, potem salata, potem sery, potem deser. i wszystko ze spokojem, przy rozmowach. ciesze sie, ze u mnie w domu takie wspolne posilki istnieja, ale jak znam wielu ludzi, to u nas w PL to zanika...


Krecik 2008-09-09 20:59:23
skomentuj (1)
juz nadrabiam, juz nadrabiam...

...troszku sie opoznilem w pisaniu.

tak sie wszystko szybko dzieje, ze ne mam czasu sie nudzic :) sadze, ze to przez cala pozytywna adrenaline zwiazana z nowymi miejscami, znajomosciami, nowym zyciem. natura nie lubi pustki, wiec jak juz wszystko zwiazane z poczatkiem roku sie uspokoi, bedzie duzo nauki :P

 

a jak wygladal przejazd i inne?

poczatek w Poznaniu... trzeba bylo sie przebic przez nadzwyczaj zakorkowana stolice kraju kwitnacego ziemniaka. bylismy przed czasem, zjedlismy cos. potem poszlismy wygladac autokaru. w miedzy czasie pojawila sie jadaca w tym samym celu Asia, a takze Przyjaciele-płaczki na pozegnanie ;)

oczywista, autokar mial spoznienie. i warto bylo sie pytac! bo nie mial numeru linii ani nazwy miejscowosci, do ktorej nas zawozil. Tata zapytal, okazalo sie, ze to ten i poszlismy sie zameldowac na liste obecnych. 

 

w Berlinie bylismy bardzo uprzejmie i profesjonalnie pokierowani do busa linii Berlin - Paryz.

w Paryzu bylismy chyba niecale dwie godziny przed czasem, wiec po tym jak taka mila pani Francuzka odprawila nas na odpowiedni peron, mozna bylo sobie w tej jakze pieknej dworcowej hali z rurami i roznymi innymi dwie godzinki poczekac. w trakcie tego czekania, przyniesiono jednej dziewczynie leki, ktore zostawila w autokarze z Poznania do Berlina.

jeden z pasazerow jezdzil juz wczesniej z naszym ostatnim kierowca - Hiszpanem. mowil, ze kiedys ktos kupil bilet na przewoz dodatkowego bagazu. pomimo tego, kierowca mowil, ze jesli normalne torby mu sie ne zmieszcza, to ten dodatkowy wyrzuci. a nam nie pozwolil wziac jedynie butelke wody i dokumenty na poklad. na szczescie, na drugim przystanku jakies dziewczyny podeszly do niego i zaczely gadac ot tak, wiec facet zmiekl i stal sie mily :) 

w Angers mialo byc blisko... w sensie, miejsce, do ktorego dojezdzal autokar mialo byc obok dworca kolejowego. Bylo z dobre dwa, dwa i pol km od takowego :P i to glownie pod gorke :P

kobieca torba o wadze 37kg naprawde duzo wazy :P

a na dworcu trzeba bylo kupic bilety, takie tam... oczywiscie, inaczej sie kasuje niz u nas. tutaj przed wejsciem na peron trzeba podejsc do kasownika i wlozyc bilet. prawie jak tramwaj ;)

niby francuskie SNCF ne ma spoznien, ale 30 minut jednak mu sie zdarzylo... w ciopongu ne odchodzilismy za daleko drzwi, co dalo okazje do poznania jakiejs rowerzystki a takze pana, ktory mowil, ze jest katolikiem a z Polakow to zna tylko jego przyjaciolke oraz Karola Wojtyłę ;) w niedziele widzialem, jak czytal drugie czytanie.

 

ok. dojezdzamy do stacji docelowej. wyzej opisany pan pomogl z torbami, a od tylu zaszedl mnie... Roger :) a Pierrick jak wyrosl! ponad 180cm:) i byl jeszcze maz kuzynki Jocelyne :) mieszkaniec Marsylii. slychac, ze odmienny akcent ;)

gdy ciopong mial juz ruszac, jeden facet zawolal, ze zostawilismy torbe. i sie zgadzalo. Asi torebka by zostala.. ale na szczescie, wszystko mielismy :) Francuzi wzieli nasze bagaze i wio do samochodu! Pierrick kierowal ;) [ne ma jeszcze 18, ale we Francji od jakiegos tam wieku - chyba 17 - istnieje mozliwosc kierowania pod opieka doroslego z prawkiem].

wieczor minal przesympatycznie :) kolacjowac skonczylismy ok. 00:20.

nastepnego dnia wyspani moglismy wstac, zjesc sniadanie [jak na Francuzow przystalo - slodkie]. potem obiad. i wizyta w miejscowosci Richelieu. byla wlasnoscia kardynala o tym samym nazwisku. sympatyczne maluczkie miasteczko z ogromnym parkiem [w ktorym za kraty wlozyli kury, koguty, golebie, kozy], ktory jest pozostaloscia po palacu. no ale rewolucjonisci ne lubili kardynala, wiec musieli ukrasc jego cegly. zostaly bodajze dwa malutkie budyneczki. a w kosciele byl obraz 'Jezu, ufam Tobie' :)

po powrocie kolacja.

nastepnego dnia spacer z Pierrickiem po Candes-Saint-Martin, obiad i... do szkoly.

lekki stresik.

oczywiscie,  ne wiedzieli, ze maja sie nas spodziewac. to co, ze w mailach napisali, ze godz. 14.

no ale na szczescie, po kilkunastu minutach chodzenia po szkole i tlumaczen wydalo sie na jaw to, ze nie jestesmy licealistami, a BTSowcami. mimo to, nie powinnysmy tam byc o tej porze. przynajmniej mielismy czas, zeby sie rozpakwoac :) o 15 spotkanie wszystkich obcokrajowcow, ktorzy na roznych poziomach beda tutaj sie uczyc. okolo szescdziesieciu. odczytanie listy obecnosci, wyslanie nas na zwiedzanie szkoly. spotkalismy dzieki temu Valentine :) sympatyczna Niemke [uroda pomiedzy Hania a Pati], ktora do nas sie dolaczyla. mowila, ze chce mieszkac z nami w internacie bo jest u rodziny w jakims zamku, buudynek obok mieszka dyrektor, a ona sama musi placic 400euro/m-c. i do tego, ne jest mile widziane uzywanie telefonu, czy internetu. 

na szczescie, teraz po kilku dniach, wszystko sie u niej klaruje :) chciala wynajac kawalerke w Saumur, ale zeby dojsc do lazienki musi przejsc ogromny kawal drogi i do tego, ne mozna jej zamknac.

i najprawdopobniej bedzie mieszkac z jedna z Francuzek z naszej klasy :) tymbardziej, ze na wszystkie wakacje [dwa tyg na Wsz. Swietych, Boze Narodzenie, ferie zimowe, dwa tygodnie wiosna] wraca do Niemiec :)

 

potem o 17 spotkanie z dyrektorem. mowili nam, ze mamy czekac pod sala 87, nikt ne moze sie spoznic. ze mielismy jeszcze godzine to z dwoma Chinkami poszlismy szukac czegos do zjedzenia. jakis sandwich cy cóś. no ale sklepy tego typu od niedzieli poludnia do poneidzialku wlacznie sa tu zamkniete. a gdy czekalismy pod s. 87, dopiero 17:15 przez przypadek dowiedzielismy sie, ze spotkanie z dyrektorem jest w takiej sali niedaleko stolowki. ;P

 

wieczorem spotkalismy Remiego. tutejszy wozny. swietny facet:) pokazal nam, ktoredy trzeba przejsc, gdy wrocimy np. o szostej rano [bo jestesmy tutaj kompletnie niezalezni]. podal kod do jednych drzwi, pokazal jak uzywac klucza uniwersalnego do innych:) przesympatyczny czlowiek :) b. pomocny i w ogole :)

i tak minal poneidzialek, dzien pierwszy :)


Krecik 2008-09-07 05:21:46
skomentuj (1)
Bądź wierny, idź!
ej, chwila, moment, stop!
dlaczego wszystko takie na smutno?
przeciez jade tam po to, zeby dobrze sie bawic, zeby zwiedzic kawalek swiata i w ogole :)
przyjaznie, ktore maja przetrwac - przetrwaja,
do Polski juz w grudniu na chwile wroce :)

teraz trzeba myslec o tym, zeby nie zagapic sie nigdzie w trakcie przejazdu.

B
R
A
K O N C E N T R A C J I

wczoraj mnie juz raz zgubil, wiec tymbardziej nalezy byc ostroznym i uwaznym :)
nic to. wyruszam! w droge! do napisania z kraju kwitnacego slimaka ;)!
Krecik 2008-08-29 09:26:23
skomentuj (3)
taki jakis...

...scisk w sobie odczuwam, gdy zegnam sie i wiem, ze te bliska mi osobe zobacze dopiero za cztery miesiace.

Nie jestem kims, kto jakos nadzwyczaj mocno przezywa rozstania. W koncu, nic nigdy nie jest na zawsze, a kontakt, zwlaszcza dzis, nietrudno utrzymac [pod warunkiem, ze obie strony tego chca]. zawsze jest droga powrotna. a tu nawet bilet juz do domu kupiony :) i w trasie bede jeszcze w tym roku. ba, nawet w tym polroczu.

ale mimo wszystko... jest jakis taki scisk.

 

a tymczasem nocleg od przyjazdu w sobote do otwarcia internatu w poneidzialek jest juz zalatwiony u rodziny, u ktorej mieszkalem na dwutygodniowej wymianie :) wszystko kieruje sie ku temu cholernemu swiatelku w tygodniu ;)


Krecik 2008-08-27 12:52:22
skomentuj (0)

 

 

design by Nesca

for s z a b l o n y - n e s c a